Perfekcyjne drożdżowe- 10 przykazań

Czy istnieje recepta na to, by ciasto drożdżowe udało się zawsze? Mam wieloletnią praktykę w próbowaniu różnych receptur i dopracowywaniu ich, ale osobiście uważam, że ciasto drożdżowe to jedno z tych najtrudniejszych i niestety nie ma sprawdzonego przepisu, który uda się zawsze. Dlaczego? Bo nawet jeśli opanujemy już te idealne proporcje to i tak ciasto to możemy kompletnie zepsuć. Żeby już tak nie dramatyzować to powiem, że są pewne zasady i tricki, których t20140116_00300720140306_030828o jeśli będziemy się trzymać- mamy dużą szansę na powodzenie.
Po piersze nie bierzemy się za drożdżowe kiedy mamy mało czasu. Zaplanujmy sobie jeden wolny dzień, w którym to nie będziemy musieli się śpieszyć, a ciasto będzie mogło sobie spokojnie odpoczywać i rosnąć. Dobrze wykonane powinno wzrastać trzy razy! 1.zaczyn.2.wyrobione ciasto.3.uformowane ciasto.
Po drugie może wydać się to oczywiste, ale ciasto to nie znosi przeciągów, tak więc drzwi i okna niech pozostaną zamknięte.
Po trzecie nie możemy przesadzić z ilością cukru (bo drożdże nie urosnął) i tluszczu (bo będzie zbite i twarde).
Po czwarte podczas pieczenia w początkowym stadium nie uchylamy drzwiczek piekarnika i nigdy nie podwyższamy temperatury. Dozwolone jest ewentualne zmniejszenie i to też niewielkie, które nie powinno wpłynąć na stan ciasta. Drożdżowe powinno się piec dość dlugi czas w niewysokiej temperaturze. Jeśli chodzi o piekarniki elektryczne należy wyłączyć termoobieg i piec w 160 st C.
Po piąte używamy konkretnej mąki typu 550 tzw. luksusowej, która do drożdżowego jest idealna.
Po szóste nigdy nie używamy margaryn, miksełek i tłuszczów mlecznych. Wyłącznie masła i dobre oleje/oliwy o delikatnym smaku.
Po siódme do rozczynu mleko podgrzewamy do temperatury ciała, nie wyższej, dajemy góra łyżkę cukru i mąki.
Po ósme jeśli po dodaniu mąki ciasto klei się do ręki broń Boże nie dodajemy więcej mąki. To jest pora na dodanie tłuszczu i to on powoduje, że ciasto będzie zwarte, błyszczące i nie kleiste. W ogóle tłuszcz dodajemy pod sam koniec.
Po dziewiąte używamy cukru pudru, a jeśli zwyklego to rozpuszczamy go w reszcie mleka ( odlanego z ilości od rozczynu) bądź w rozkłócami z jajami.
Po dziesiąte używamy samych żółtek albo pół na pół całe jaja z żółtkami.
Tyle pamiętam, a przepis z konkretnymi proporcjami podam już wkrótce…